„Jeśli chcesz się pozbyć mojego psa to i dla mnie szykuj miejsce na cmentarzu.”

W mojej rodzinie panowały surowe zasady. Rodzice od najmłodszych lat wpajali nam, czym powinniśmy kierować się w życiu. Posłuchałam ich i muszę przyznać, że nigdy tego nie żałowałem. Nie goniłem za piękną buzią, dla mnie od urody ważniejsze były inne wartości. Ożeniłem się z kobietą mądrą i o dobrym sercu. Przeżyliśmy razem 30 lat w zgodzie i miłości. Wychowaliśmy dwoje dzieci.
Córka, pomimo tego, że jest młodsza od syna już dawno założyła rodzinę i ma swoje dzieci. Natomiast zachowanie mojego syna spędza mi sen z powiek. Myślę, że to trochę moja wina, bo ja też starałem się wychować dzieci według starych zasad. Niestety, dziś większość młodych ludzi ma zupełnie inne zasady moralne. Dla nich bardziej liczy się powierzchowność, niż to co w środku. Ważniejsze jest mieć niż być. Ale mój syn nie jest taki.
Już dawno mógłby się ożenić. Jest przystojnym, wykształconym i dobrze zarabiającym młodym człowiekiem. Ale on twierdzi, że jeszcze nie znalazł takiej dziewczyny, która by zajrzała w jego serce, a nie w portfel. Już powoli traciłem nadzieję, że założy rodzinę.
A potem doszło kolejne zmartwienie – zmarła matka mojej żony, a teść bardzo to przeżył. Doszło do tego, że zaczął mieć poważne problemy ze zdrowiem, dlatego postanowiliśmy z żoną zabrać go do nas. Razem z teściem do naszego domu zawitał też pies, 7 letni biszkoptowy spaniel. O ile ze staruszkiem nie było żadnych kłopotów, o tyle pies przyprawiał nas o ból głowy. Na początek wygryzł róg kanapy, a potem było tylko gorzej. Żona ukrywała przede mną niektóre jego wybryki, żebym się nie denerwował. Szukałem jakiegoś rozwiązania, myślałem, że może jakieś szkolenie pomoże. Wszyscy rozkładali ręce, że niby pies stary i to nic nie da.
Gdy Brutus zaczął się załatwiać w domu, miałem tego dość, i choć kocham i szanuję teścia, to postanowiłem, że jedynym wyjściem jest uśpienie psa.
Teść, gdy tylko o tym usłyszał, złapał się za serce i krzyknął: – „Jeśli go zabijesz, to i dla mnie szykuj miejsce na cmentarzu. Pójdę za nim i za żoną, bo już mi nic na tym świecie nie zostanie”.
Co miałem zrobić? Nie chciałem mieć staruszka na sumieniu.
Skoro pies miał zostać na stałe, trzeba było go zaszczepić i zabezpieczyć przed kleszczami. Znajomi polecili mi pewien gabinet. Sam nie poradziłbym sobie z transportem psa, dlatego poprosiłem syna, żeby mi pomógł w tym przedsięwzięciu. Nie powiem, że bez trudu, ale zapakowaliśmy psisko do samochodu, jeszcze więcej problemów było z założeniem kagańca. Pół godziny jazdy i byliśmy pod wskazanym adresem. Brutus tak zaparł się nogami, że praktycznie wciągnęliśmy go do gabinetu.
Za drzwiami przywitała nas filigranowa blondynka.
– O, jaki śliczny piesek. – powiedziała i pochyliła się nad psem. – No powiedz z czym przychodzisz do nas przystojniaku? O dziwo, pies nawet nie zawarczał, co często się zdarzało w stosunku do nas.
W kilku słowach powiedziałem, co wyczynia ten „piesek” i co trzeba zrobić.
– Ok. – odpowiedziała pani doktor. – To da się zrobić. Jeszcze widzę, że pazurki trzeba przyciąć – i zaczęła zdejmować kaganiec.
– Pani doktor. – krzyknąłem- Pani chyba nie wie, co robi.
– Spokojnie, dam sobie radę. Może panowie pójdą gdzieś na kawę i wrócą za godzinkę, żeby nie stresować panów i pieska.
Odwróciłem się do wyjścia, ale syn stał jak zaczarowany. Szturchnąłem go lekko w plecy, wzdrygnął się, jakby dopiero obudził się ze snu.
Pełen najgorszych obaw wyszedłem, a zaraz za mną wyszedł mój syn.
Wróciliśmy po godzinie i co zobaczyliśmy? Kobieta kończyła przycinać psu pazury i coś do niego mówiła, a ten rozbójnik siedział na leżance z wywalonym jęzorem i radośnie wywijał ogonem.
– Jak Pani to zrobiła? – nie kryłem zdziwienia. -Ja przez tego psa i jego wybryki osiwiałem.
– Ze zwierzęciem trzeba, jak z człowiekiem. – zaczęła – trzeba zrozumieć, wytłumaczyć.
Patrzyłem na nią jak na kosmitę, zresztą nie tylko ja. Syn również stał z wytrzeszczonymi oczami.
– Widzi pan, nagle zniknęła jego pani. Osoba, z którą był tyle lat, potem został zabrany z miejsca, które znał i które kojarzyło mu się z bezpieczeństwem i miłością, na pewno wbrew jego woli. On nie rozumie, co się dzieje i dlatego się buntuje. Pan spróbuje z nim porozmawiać. – tłumaczyła dalej pani doktor.
Gdy tylko wyszliśmy z gabinetu, syn zaczął się zachowywać jak szalony, mruczał coś pod nosem, podskakiwał na chodniku. Spojrzałem na niego zdziwionym wzrokiem, a on poparzył na mnie i z uśmiechem powiedział: – Znalazłem, w końcu znalazłem!
Po chwili się uspokoił, pomógł mi załadować psa i powiedział: – Tato ty jedz do domu, ja tu jeszcze zostanę. Muszę porozmawiać z tą cudowną kobietą. Jak wszystko dobrze pójdzie, to ona zostanie moja żoną. Skoro zrozumiała Brutusa to i mnie zrozumie. Wiedziałem, że ona, gdzieś jest i na mnie czeka. A dziś ją znalazłem.
Z pewnym zażenowaniem w drodze powrotnej pojechałem z Brutusem na cmentarz. Przy wysiadaniu zacząłem do niego mówić i ku mojemu zdziwieniu wysiadł bez oporów. Przy grobie teściowej też do niego mówiłem, tłumaczyłem. Położył się koło nagrobka i tak przeleżał około pół godz. Później bez żadnych oporów wróciliśmy do domu.
I stał się cud po powrocie psisko posłusznie zaległo na legowisku, zamiast coś gryźć albo wściekle szczekać.
Nie wiem co syn powiedział pani weterynarz ani jakich użył argumentów, ale dzisiaj są parą i w niedługim czasie planują ślub.
A ja jestem szczęśliwym człowiekiem, bo mój syn się żeni, a pies nie sprawia problemów.



Oceń artykuł
TwojaCena
„Jeśli chcesz się pozbyć mojego psa to i dla mnie szykuj miejsce na cmentarzu.”