Obudziłam się na dźwięk dzwonka i podskoczyłam. Moje serce zaczęło mocno łomotać, jakby coś się stało. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego domofon zadzwonił tak wcześnie, zazwyczaj wyłączamy go na noc.
Chłopak poprosił mnie o otwarcie drzwi. Otworzyłam mu i poszłam do kuchni zrobić sobie kawę. Bicie mojego serca nie chciało ustać, musiałam się uspokoić.
Potem znów zadzwonił dzwonek, ale to już był dzwonek do moich drzwi. Młoda dziewczyna, owinięta szlafrokiem powiedziała:
– Mój syn zadzwonił domofonem, ale pani mu nie otworzyła. Musiałam zejść na dół!
Nie rozumiałam o co chodzi, ale odpowiedziałam:
– Otworzyłam drzwi jakiemuś chłopcu!
– Za pierwszym razem tak, ale za drugim, gdy wysłałam go po chleb, nie mógł wejść!
– Tak, bo wyłączyłam dzwonek. Nie rozumiem, dlaczego zadzwonił do mnie, a nie do swojego mieszkania?
– Bo nie mamy domofonu – powiedziała opryskliwie.
W zeszłym roku, jak wymieniali domofony, część lokatorów odmówiła. Montaż był dosyć kosztowny, nie zdecydowaliśmy się założyć. Teraz trzeba dzwonić do innych sąsiadów i prosić, aby otworzyli drzwi. Nie wszyscy jednak chcą to zrobić.
– Czy trudno jest pani otworzyć drzwi? Mam małe dziecko, nie mogę go zostawić samego, żeby wyjść do sklepu – powiedziała młoda kobieta.
– To trochę kłopotliwe, szczególnie, że jest to mój wolny dzień i planowałam odespać, a nie budzić się na dzwonek. Można dorobić dziecku klucz i nie będzie problemu!
– O jejku, jaka pani jest wygodna! Wielka dama, nie może podejść do drzwi – krzyknęła do mnie i wyszła.
Nie lubię skandali i intryg, ale milczenie w takich sytuacjach to głupota. To ich problem, że nie mają domofonu. Tak, czy inaczej, gdyby rozmawiała ze mną jak z człowiekiem, miałabym do niej inne podejście.
Często ludzie mnie proszą o otwarcie drzwi i jeśli tylko nie jest to jakaś wczesna lub późna pora, nie widzę w tym problemu. Jednak jak czasem chcę odpocząć, wyłączam dzwonek, bo nie mam obowiązku nikogo obsługiwać. To tylko moja dobra wola.
Swoją drogą, nie tylko ja mam nerwy na młodą sąsiadkę. Okazuje się, że poprosiła starsżą panią z parteru o odprowadzanie syna do szkoły. Uznała, że i tak siedzi w domu, to może zaprowadzić jej dziecko. Babcia zrozumiała, że matka chłopca jakoś jej to zrekompensuje, więc zgodziła się i czekała, aż ta jej zapłaci. Gdy staruszka się upomniała, dziewczyna powiedziała:
– Czy ja Ci coś kobieto obiecałam? Nie mam Ci za co płacić!.
Starsza sąsiadka oczywiście była zdenerwowana, bo liczyła na jakiś dodatek do emerytury. Nie dostała nawet podziękowania. Do tego nakarmiła dziecko swoim obiadem i odrobiła z nim lekcje, podczas gdy mama z maluchem poszła na spacer.
Ta rodzina nie jest wcale biedna. Każdej opiekunce dzieci się płaci, więc emerytka się zgodziła. Żyją dobrze i mogliby bez problemu wynagrodzić staruszce jej usługi.
Są po prostu tacy ludzie, którzy nie szanują nikogo, ani niczego, żyją na luzie.
Pewnego dnia, ta młoda matka, rozsypała śmieci, przekroczyła i odeszła. Powiedziała, że jest sprzataczka, niech posprząta. Później jej syn złamał huśtawkę, na co wruszyła ramionami i stwierdziła, że jak komuś zależy, to naprawi.
Wieczorem dowiedziałam się, dlaczego mój domofon był rano włączony. Okazało się, że przyszła do nas, jak byłam w pracy, otworzyła jej córka. Opowiadała jej różne bzdury i niedorzeczności, że domofon musi być zawsze włączony, bo w sytuacji awaryjnej, ktoś może potrzebować dostać się do drzwi wejściowych. Dlaczego posłuchała tej konfliktowej sąsiadki, nie rozumiem. Powiedziałam jej, żeby w ogóle nie rozmawiała z tą nieodpowiednią kobietą.
Nie wiem jak następnym razem jej rodzina poradzi sobie z wejściem do domu, ale ja juz im nie otworzę. Starsza pani na parterze, też nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Wszyscy sąsiedzi zaczęli się buntować.
Są tacy ludzie, którzy uważają, że wszystko im się należy, ale od siebie nic nie potrafią dać, Gdyby umieli dobrze postepować wobec sąsiadów, każdy byłby im pomocny. Czy to tak trudno zrozumieć?



