Jak uratować męża?

Dzisiaj znów myślałam o tym, jak uratować mojego męża. Z zewnątrz nasza rodzina moja i Antoniego wygląda na porządną, spokojną i zgodną. Antoni nie pije, tylko od święta i to symbolicznie, nie pali, przez jedenaście lat nigdy nie podniósł na mnie ręki.

Był tylko jeden incydent, ale uważam, że sama jestem winna. Czasem opowiadam o tym przyjaciółce:

Kiedyś dawno temu pokłóciliśmy się z Antonim, tak się wkurzyłam, że rzuciłam się na niego z pięściami. No powiedz sama drobna kobieta przeciwko takiemu chłopowi. O czym ja wtedy myślałam? A on tylko delikatnie przytrzymał mi ręce i posadził na kanapie. Inny by pewno oddał, nauczył mnie rozumu. Wtedy zrozumiałam, że nie miałam racji i nigdy więcej sobie na coś takiego nie pozwoliłam.

No nieźle, Julka śmiała się Róża. Twój Antoś mógłby cię jednym palcem odstawić, że mało by ci się nie wydawało. Głupoty opowiadasz, jaka kobieta może wygrać z mężczyzną?

Z Antonim jesteśmy w drugich związkach. Z pierwszym mężem rozstałam się właśnie dlatego, że za dużo pił i awanturował się. Wracał późno z pracy, gdy córka już spała, urządzał sceny, potrafił obudzić dziecko i wcale się tym nie przejmował. Miałam dość tych kłótni, więc podałam o rozwód i wróciłam do rodziców.

Dobrze zrobiłaś, córeczko, że odeszłaś od tego wspierała mnie mama. Nic dobrego nie widziałaś przez te pięć lat. Nic nie szkodzi, wychowamy Alinkę, a ty jeszcze znajdziesz szczęście. Z ciebie przecież taka ładna dziewczyna, sama wiesz

Gdy Alina skończyła dwanaście lat, wyszłam za Antoniego. Poznałam go na urodzinach męża Róży. Świętowaliśmy w knajpce, tam podszedł do mnie.

Widzę, że się pani nudzi powiedział. Zapraszam do tańca. I uśmiechnął się tym swoim białozębnym uśmiechem.

Był wysoki, ja sięgałam mu ledwie do ramion, sympatyczny i spokojny przynajmniej takie było pierwsze wrażenie.

Nie, wcale się nie nudzę odpowiedziałam. Ale zatańczę z przyjemnością.

Tak zaczęła się nasza relacja. Róża bardzo się cieszyła, że wreszcie nie jestem sama. Wtedy mieszkałam z córką w trzypokojowym mieszkaniu, które odziedziczyłam po babci. Chorowała i mieszkała sama, więc rodzice zabrali ją do siebie.

Mieszkanie trzypokojowe, ale niewielkie, pokoiki małe, w starej pięciopiętrowce. Ale cieszyłam się, że mamy własny kąt, że córka ma własny pokój. Wkrótce Antoni wprowadził się do nas, bo sam mieszkał z matką.

Z jego pierwszym małżeństwem też nie było najlepiej. Po ślubie żyli z jego mamą, ale żona Weronika i teściowa nie potrafiły się dogadać pod jednym dachem. Żadnych punktów stycznych. Nie ustępowały sobie, dochodziło prawie do bijatyk.

Antoś, gdzie ty znalazłeś tę awanturnicę? pytała syna przy każdym powrocie z pracy. Nie da się z nią wytrzymać.

Antoni mówiła twardo Weronika nie mogę żyć z twoją matką, wynieśmy się na swoje. Inaczej nie ręczę za siebie. Była impulsywna, a do tego już spodziewali się dziecka.

Musieli się wyprowadzić, potem urodził się syn. Antoni starał się pomagać żonie, ale ona i tak była wiecznie niezadowolona.

Antoni, brakuje pieniędzy, synowi potrzebne nowe rzeczy, rośnie. Antoni, idź do sklepu, zrób obiad, ja nie zdążyłam. Zabierz dziecko na spacer, jestem zmęczona.

Mąż spełniał wszystkie prośby, ale matka dzwoniła i narzekała, że żona nie pozwala widywać się z wnukiem.

Antoś, jak to możliwe? Bez ciebie nie mogę zobaczyć wnuka

Mamo, nie martw się, w weekend przyjadę z synem.

Weronika pakowała syna i wysyłała męża z nim do teściowej, sama zostawała w domu albo szła do koleżanek, wracała późno, czasem z zapachem alkoholu. Antoniemu to się nie podobało, kłócili się, ciągle narzekała na teściową. W weekendy żona coraz częściej znikała z domu, aż w końcu pewnej nocy nawet nie wróciła. Antoni musiał iść do pracy, więc rano zawiózł syna do matki. A ta w kółko pytała, gdzie znalazł taką

Gdy syn skończył cztery lata, Weronika oznajmiła:

Odchodzę od ciebie, bo jesteś maminsynkiem. A ja potrzebuję prawdziwego faceta, już nawet takiego znalazłam.

Rozstali się, Antoni wrócił do matki. Trzeba powiedzieć, że jego mama też nie była aniołem. Żadna kobieta nie potrafiła jej dogodzić, a w zasadzie uważała, że nie ma na świecie kobiety godnej jej syna.

Pierwsze lata po ślubie żyliśmy z Antonim dobrze i zgodnie. Jedynie teściowa psuła atmosferę. Nie podobało się jej, że ożenił się z kobietą mającą dziecko. Chociaż Alina była spokojną dziewczynką, nawet nazywała ją babcią.

Jaka ja ci babcia? Masz swoją babcię, ja ci nie jestem rodziną od razu ją upomniała. Dziewczynka się obraziła i już nigdy tak jej nie nazwała.

Złoszczą mnie te słowa teściowej, ale milczę, bo ma rację Alina to nie jej wnuczka. Córka najczęściej przebywała u mojej mamy.

Minęły lata, Alina skończyła liceum i wyjechała na studia do innego miasta. Z Antonim nie mamy wspólnych dzieci gdybym zaszła w ciążę, urodziłabym, ale jakoś nie wyszło. Z teściową nigdy nie zbudowałyśmy ciepłej relacji, choć starałam się nie zwracać uwagi na jej zaczepki.

Ale im dłużej żyjemy razem, tym bardziej widzę, że mąż się zmienia. Antoni ma jedną wielką zaletę świetnie gotuje, ale tylko jak ma humor. Ostatnio ten dobry humor zdarza mu się coraz rzadziej.

Róża, nie rozumiem, co się dzieje z moim mężem zwierzałam się. Ostatnio ciągle zły. Nie ma wyraźnego powodu, ale cokolwiek powiem, wszystko jest nie tak i on sam też próbuje zepsuć mi nastrój. Są ludzie, którzy wszędzie widzą tylko zło, i teraz to samo zauważam u Antoniego. Albo zawsze taki był, albo z wiekiem się to ujawnia.

No nie wiem, Jula, jakoś nie wyobrażałam sobie, że tak żyjecie. Z zewnątrz wyglądacie na idealną parę. A to dopiero prawda, że cudze życie to mrok.

Wiesz, mąż ciągle szuka powodów, żeby się przyczepić. Jakby celowo chciałPostanowiłam w końcu zapisać się do psychologa, bo choć kocham Antoniego, to nie pozwolę, by jego matka zniszczyła nasze małżeństwo.

Oceń artykuł
TwojaCena
Jak uratować męża?