Zawsze z mamą i siostrą żyliśmy biednie. Matka nigdy nie pracowała, żyliśmy dzięki pomocy mojej babci i darów od krewnych. Ojca nie pamiętam, odszedł od mamy, gdy urodziła się moja młodsza siostra. Było ciężko. Po szkole postanowiłam jak najszybciej znaleźć pracę, bardzo dołował mnie brak pieniędzy. Wkrótce poznałam dobrego chłopaka, za którego wyszłam za mąż. Marcel jest bardzo porządnym młodym człowiekiem, zarabia dość przyzwoicie. Zaszłam w ciążę tuż po ślubie, więc poszłam na macierzyński.
Pomagałam matce i siostrze pieniędzmi męża, chociaż Marcel zabronił mi to robić. Kiedy po raz pierwszy zasugerowałam pomoc mojej rodzinie, mąż zaoferował pomoc w znalezieniu pracy, ale ani matka, ani siostra nie chciały pracować. Krewni przestali im pomagać, więc praktycznie głodowali. Nie mogłam zostawić ich tak. Musiałam skłamać Marcelowi. Powiedziałam, że sama sobie nie radzę, i że potrzebuję zatrudnić pomoc domową. Pieniądze, które przeznaczył na gosposię, przekazywałam matce i siostrze, a wszystko w domu robiłam sama. Marcel był cały dzień w pracy, ale z czasem zaczął podejrzewać mnie o kłamstwo i zażądał spotkania z tą kobietą.
Wtedy zadzwoniłam do siostry i poprosiłam, aby przysłała kogoś ze swoich przyjaciółek, która udawałaby gosposię. Siostra odpowiedziała zdenerwowanym głosem: – Kaśka, czy ty nie masz żadnych przyjaciółek? – Mąż zna wszystkie moje przyjaciółki. – Boże, jesteś taka irytująca. Nie mam czasu na ten cyrk. – Ale jeśli mąż dowie się prawdy, nie będę mogła wam pomagać! – Dobrze, dobrze, coś wymyślę. Ale potem sama sobie radź ze swoimi problemami.
Sylwia nie zadzwoniła. Dzwoniłam do niej, ale ona na mnie krzyczała, żebym dała jej spokój.
Po tym zrozumiałam, że mąż miał rację, takim ludziom nie powinno się pomagać.




