Wychowałam się w środowisku, gdzie rodzina i krewni są najcenniejsi, ale sama zaobserwowałam, jak wartości rodzinne tak naprawdę niewiele znaczą dla mojej własnej rodziny. Nie jestem egoistką, nie, to nie o to chodzi. Teraz mam męża i syna, których bardzo kocham i cenię, tylko moja rodzina prawie ze mną nie rozmawia, a jeśli ktoś się ze mną kontaktuje, to dla zysku, bo wcześniej często dawałam pieniądze bezrobotnemu bratu, który zawsze mówił, że znajdzie pracę, a moje pieniądze wydawał na alkohol.
Mieliśmy jedną sąsiadkę, nazywaliśmy ją ciotką Gosią – święta kobieta. Nigdy nie widziałam tak dobrej osoby, jaką była. Przyniesie ci ciasteczka za darmo nawet bez prośby, zaopiekuje się dziećmi, gdy jesteśmy zajęci. Zawsze była gotowa pomóc, nawet gdy o to nie prosiliśmy. Kiedyś bardzo zachorowała i przepisano jej leżenie w łóżku. Była wdową, nie miała dzieci, a wszyscy inni krewni mieszkali w innym kraju, więc postanowiliśmy ją na jakiś czas przyjąć do siebie.
Mieliśmy jeden wolny pokój, w którym spędziła ostatnie tygodnie w komforcie i trosce. Jako znak wdzięczności, zostawiła nam swój dom i działkę. Jeszcze za jej życia zrobiliśmy w nim remont i postanowiliśmy go wynajmować. Ciocia Gosia zgodziła się na to, kiedy nagle pojawił się mój brat, który nagle przypomniał sobie o rodzinnych wartościach i nie tylko poprosił, wręcz zażądał ode mnie kluczy do mieszkania. Oczywiście odmówiłam, na co nazwał mnie egoistką.
Rodzinne wartości są ważne, ale hipokryzja przysłania wszystko.




