Galina była kochanką. Nie miała szczęścia w miłości i do trzydziestki siedziała sama, aż w końcu pos…

Halina była kochanką. Nie miała szczęścia w małżeństwie. Przesiedziała w panieństwie do trzydziestki, a potem postanowiła jednak znaleźć sobie mężczyznę. Na początku nie wiedziała, że Paweł jest żonaty, ale w końcu sam jej o tym powiedział, gdy zobaczył, że Halina się do niego przywiązała i zakochała.

Nie miała do niego pretensji. Wręcz przeciwnie, tylko siebie winiła za tę relację i własną słabość do Pawła. Czuła się gorsza, że nie zdążyła sobie znaleźć męża na czas, a lata leciały. Chociaż patrząc na Halinę, nie była zła nie miss, ale bardzo sympatyczna, lekko zaokrąglona, przez co wyglądała może trochę starzej. Związek z Pawłem nie prowadził donikąd. Halina nie chciała już być kochanką, ale też nie potrafiła odejść. Przerażała ją perspektywa samotności.

Któregoś dnia odwiedził ją kuzyn Sławek. Był przejazdem w Warszawie służbowo, więc wpadł do siostry na kilka godzin nie widzieli się już dawno. Zjedli razem obiad w kuchni, rozmawiali jak kiedyś, jeszcze z dzieciństwa, o życiu i sprawach codziennych. Halina opowiedziała kuzynowi o swoich problemach sercowych i się wypłakała.

W tym czasie przyszła do Haliny sąsiadka, zaprosiła ją na chwilę, żeby pokazać nowe zakupy. Halina wyskoczyła na dwadzieścia minut. W tym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Sławek poszedł otworzyć, myśląc, że Halina już wróciła, bo drzwi nie były zamknięte… Na progu stał Paweł. Sławek od razu się domyślił, że to kochanek Haliny. Paweł był skonsternowany, widząc w mieszkaniu Haliny rosłego faceta w dresie i podkoszulku, zajadającego kanapkę z kiełbasą.

Halina jest w domu? zapytał, nie wiedząc, co powiedzieć.
W łazience, odparł śmiało Sławek.
Przepraszam, a pan to…? nie mógł się połapać Paweł.
Jej mąż, na razie cywilny… A po co pan szuka mojej żony? Sławek zbliżył się do Pawła i złapał go za bluzę. Nie jesteś czasem tym żonatym fircykiem, o którym mi Halina opowiadała? Słuchaj teraz. Jeszcze raz cię tu zobaczę, to polecisz ze schodów, zrozumiałeś?

Paweł wyplątał się z uścisku Sławka i zbiegł szybko po schodach na dół.

Wkrótce wróciła Halina. Sławek opowiedział jej o wizycie przyjaciela.

Coś ty narobił? Kto cię prosił, zapłakała Halina. On już nie wróci.

Usiadła na kanapie i zasłoniła twarz dłońmi.

I dobrze, że nie wróci. Starczy łez. Mam ci na oku porządnego faceta. Wdowiec u nas na wsi. Kobiety go nie odstępują po śmierci żony, a on żadnej nie chce. Widocznie jeszcze nie gotowy, ale dla ciebie się nada. Po delegacji znów przyjadę i cię zabieram do siebie, poznacie się.

Jak to? zdziwiła się Halina. Nie, Sławek, przecież nie mogę. Nie wiem kto. Jak to tak pojechać… Wstyd. Nie.

Wstyd to z cudzym chłopem sypiać, a nie z wolnym się poznać. Nikt cię przecież do łóżka nie ciągnie. Pojedziesz, mówię ci, bo przecież u mojej żony imieniny.

Kilka dni później Halina i Sławek jechali już na wieś pod Łowiczem. Żona Sławka, Luba, przygotowała przyjęcie w ogrodzie pod altaną. Przyszli sąsiedzi, przyjaciele i znajomy Sławka wdowiec Alek. Sąsiedzi już dawno znali Halinę, ale z Alekiem poznała się pierwszy raz.

Po ciepłym, rodzinnym spotkaniu Halina wróciła do miasta. Pomyślała, że Alek jest bardzo cichy, uprzejmy. Pewnie nadal tęskni za żoną. Rzadko się takich spotyka rozmyślała Halina.

Tydzień później, w sobotę, zadzwonił dzwonek do drzwi. Halina się nie spodziewała nikogo. Otwiera a tu stoi Alek z siatką.

Pani Halino, tak po drodze byłem. Miałem zakupy na targu, pomyślałem, że wpadnę, bo już się znamy, wydukał lekko zakłopotany.

Halina zaprosiła go do środka. Była zaskoczona, ale zaproponowała herbatę już przeczuwała, że ta wizyta nie jest przypadkowa.

No i jak, udały się zakupy? spytała Halina.

Tak, wszystko w samochodzie. A to dla pani. Alek wyjął z reklamówki mały bukiet tulipanów i wręczył jej.

Halina przyjęła kwiaty, w oczach rozbłysły jej iskierki. Usiedli w kuchni, rozmawiali o pogodzie, cenach na rynku. Po herbacie Alek podziękował i wstał do wyjścia. W przedpokoju wolno włożył marynarkę, powoli zakładał buty. W końcu, już na progu, niespodziewanie się odwrócił i powiedział:

Jeśli teraz wyjdę i nie powiem, będę tego żałował. Pani Halino, myślałem o pani cały tydzień. Szczerze. Zrobiła pani na mnie ogromne wrażenie. Nie mogłem się doczekać weekendu. Adres wziąłem od Sławka

Halina zaczerwieniła się i spuściła wzrok.

Mało się przecież znamy powiedziała cicho.

To nic. Najważniejsze, czy nie jestem pani niemiły? Mogę mówić na ty? Wiem, że nie jestem ideałem. Mam też córkę osiem lat ma, teraz jest u babci.

Alek się denerwował, ręce mu lekko drżały.

Córka to szczęście, westchnęła Halina. Ja też zawsze pragnęłam mieć córeczkę.

Alek, ośmielony takimi słowami, wziął Halinę za ręce i delikatnie ją pocałował.

Po pocałunku spojrzał jej w oczy błyszczały łzami.

Czy jestem ci niemiły? zapytał nieśmiało.

Nie, wręcz przeciwnie. Nawet nie wiedziałam, że tak można… Cudownie, spokojnie. Nikomu nie zabieram szczęścia…

Od tego czasu widywali się co weekend. Po dwóch miesiącach Halina i Alek wzięli ślub i zamieszkali razem na wsi. Halina zaczęła pracę w przedszkolu. Rok później urodziła córeczkę. W ich rodzinie wychowywały się więc dwie dziewczynki: obie kochane i prawdziwie bliskie, a opieki i miłości starczało dla wszystkich. Alek i Halina młodnieli przy sobie, z roku na rok coraz bardziej zakochani ich uczucie smakowało jak dobre, dojrzewające wino.

Sławek przy rodzinnych spotkaniach często puszczał do Haliny oczko:

No i jak, Halka, dobrego męża ci poleciłem? Promieniejesz z dnia na dzień! Ja złego nie doradzę słuchaj kuzyna!

Oceń artykuł
TwojaCena
Galina była kochanką. Nie miała szczęścia w miłości i do trzydziestki siedziała sama, aż w końcu pos…