Od dzieciństwa mama mi powtarzała: „Nie bój się niczego, staraj się nie być zależnym od nikogo”. Wyszła za mąż za mojego ojca z wielkiej miłości, ale nie zdążyła ukończyć szkoły, ponieważ zaszła w ciąże. Tato natomiast ukończył technikum i znalazł pracę, więc powoli udawało im się ułożyć sobie życie. Niestety, gdy byłam dzieckiem tato został aresztowany. Opowiadał, że na drogę wyskoczył chłopiec i aby go nie potrącić, ojciec skręcił kierownicą i uderzył w przystanek. Rannych było kilka osób. Adwokat taty był młodym, niedoświadczonym prawnikiem a my nie mieliśmy pieniędzy, aby zatrudnić dobrego specjalistę i ponieważ wszyscy świadkowie zaprzeczali, że był tam chłopiec, ojciec trafił do więzienia. Potem apelacje, przesłuchania… Mama bardzo to przeżyła, babcia podupadła na zdrowiu a to był tylko początek naszych problemów, ponieważ do naszej rodziny dołączyła siostra babci z synem. Okazało się, że dom, w który mieszkamy nie należał tylko do babci.
Robili wszystko, aby nas stamtąd wypędzić. Mama pracowała gdziekolwiek mogła, aby nas nakarmić. Zostawiała nas czasem ze sparaliżowaną babcią, a wtedy siostra babci dzwoniła do służb socjalnych, aby nas zabrali do domu dziecka, a babcię do domu opieki. Dorastaliśmy, a mama przez całe życie żałowała, że była tak zależna od męża i teściowej. „Dzisiaj wydaje ci się, że masz wszystko, ale jutro bajka się skończy, a ty zostaniesz z niczym i nikt ci nie pomoże. Dlatego polegaj tylko na sobie”. Te słowa bardzo na mnie wpłynęły. Kiedy miałam dziewiętnaście lat, przeprowadziłam się do wynajmowanego mieszkania, potem uzbierałam pieniądze i kupiłam sobie kawalerkę na kredyt w starym domu studenckim. Ukończyłam kursy komputerowe i pracowałam w małym mieście, ale miałam wiele zleceń.
Wkrótce dostałam duże zlecenie od dużej firmy, a więc i z dużym honorarium. Spłaciłam długi i uzbierałam na moje pierwsze wakacje za granicą. Tam poznałam przyszłego męża. Pochodził z zamożnej rodziny, miał dobrą pracę. Po ślubie mieszkaliśmy w naszym własnym mieszkaniu. Oboje byliśmy pracoholikami, ale mąż miał przewagę w postaci wyższego wykształcenia więc miał lepsze stanowisko i zarabiał więcej. Miał wkrótce dostać stanowisko z wyższą pensją, więc uważał, że nie powinnam dłużej pracować tylko zająć się domem. Oboje wracaliśmy późno i nie mieliśmy czasu na domowe obowiązki. Bałam się zgodzić, bo to oznaczałoby, że muszę być zależna od niego. Myślałam także, że może się zmienić, gdy zacznie całkowicie utrzymywać rodzinę. Proponowałam znaleźć pomoc domową która zajmie się domem na co on zasugerował, że możemy powinniśmy zacząć szukać niani próbując przeforsować pomysł zajścia w ciążę, czyli kolejnego powodu, dla którego mogłabym być w domu a nie w pracy. Co robić?




