Dzień po ślubie, kazał mi wstać z łóżka o 6 rano i zażądał, żebym to zrobiła to o co prosi. Złapałam się za głowę i szepnęłam do siebie „co ja najlepszego zrobiłam?!”.

Teraz już wiem, że niepotrzebnie spieszyłam się ze ślubem. Zaczynam zazdrościć moim samotnym przyjaciołom. Tęsknie za życiem przedmałżeńskim… Czy jest szansa, że kiedykolwiek się przyzwyczaję? Jak było przed ślubem? W drodze z pracy do domu szłam na zakupy. Potem nie miałam już siły by przygotować kolację. Generalnie stołowałam się „na mieście”. Obecnie mój mąż wymaga ode mnie gotowania. Na każdy dzień przynosi mi menu z jego zachciankami. Do tego, to ja sprzątam cały dom, kiedy od po pracy odpoczywa na kanapie ze smartfonem. Czuję jakbym już nie należała do siebie… Muszę zdać memu mężowi sprawozdanie z tego, co robiłam w ciągu dnia i na co wydałam pieniądze. Przed ślubem nie musiałam się nigdy nikomu tłumaczyć. Wydałam pieniądze na swoje potrzeby i przyjemności. Często chodziłam do kina, przynajmniej raz w miesiącu bawiłam się w klubie. Żadnych inspektorów finansowych nad głową…

Najtrudniej jest mi wstawać o szóstej rano w weekendy. Karol to ranny ptaszek, dla niego to norma. Ja jedyne czego pragnę to odpocząć i w wolny dzień wylegiwać się w łóżku. Teraz muszę nakarmić męża i z ochotą wykonać robotę prawdziwej kury domowej. I nawet w tym nie mam swobody. On oczekuje, że będę mu gotować zgodnie z jego upodobaniami, czyli obfite i kaloryczne posiłki z dużą ilością mięsa. Ja preferuję zupełnie inną dietę – roślinną i lekką dla żołądka. Jestem rozrzutna, lubię sobie kupić coś ładnego ale teraz najważniejsze jest żebyśmy odkładali pieniądze na nowe mieszkanie. Mój mąż ma hopla na punkcie oszczędności. Mam wrażanie, że żyjemy jak Amisze. Największą fanaberią ostatnich tygodni była randka przy herbacie i kawałku ciasta z pobliskiej cukierni. Nasze życie towarzyskie umarło. Przestaliśmy wychodzić z domu. Już mnie nie zaprasza do kina. O teatrze nawet nie marzę. Tylko robota i robota. Kiedy proszę go o to by pomógł mi w domowych obowiązkach, odpowiada, że sprzątnie jest niemęskie. W weekend musi zebrać siły na kolejny tydzień pracy. Tylko ja nie zasługuję na odpoczynek lub na dzień wolny. Ciągle mnie krytykuje i nazywa złą gospodynią. Ponadto, spodziewamy się dziecka. Czuję, że kłopoty będą się tylko piętrzyć a krytyki nie ubędzie. Mam wrażenie, że to wszystko to jakiś zły sen. Czy ten koszmar kiedyś minie?

Oceń artykuł
TwojaCena
Dzień po ślubie, kazał mi wstać z łóżka o 6 rano i zażądał, żebym to zrobiła to o co prosi. Złapałam się za głowę i szepnęłam do siebie „co ja najlepszego zrobiłam?!”.