Dziadek zostawił mi trzypokojowe mieszkanie w Łodzi. Chciałam się wprowadzić, ale już ktoś tam mieszkał

Po śmierci dziadka dostałam od niego w spadku mieszkanie w mieście. Mieszkałam z rodzicami na przedmieściach, chciałam sprzedać to mieszkanie, ale wtedy rodzice namówili mnie, żeby dać miastu szansę, poszukać pracy, w końcu zacząć żyć na własną rękę. Zgodziłam się, szkoda byłoby oddać cały spadek po dziadku w obce ręce, nie chciałby tego.

 

Ale wiecie co? Gdy tylko przekroczyłam próg tego mieszkania, koniec było marzeń. Dziadka rzadko odwiedzałam, nie wiedziałam, co się dzieje w jego życiu. Byłam u niego może z pięć lat temu. Jak dziadka zabrali do szpitala i tam zmarł, to nikt nie zainteresował się jego mieszkaniem. Nikt nie pojechał sprawdzić, czy światła są wyłączone, czy nie trzeba spisać liczników. A okazało się, że on nie był samotnym staruszkiem, jak myśleliśmy.

Wynajmował pokój studentowi politechniki. Jak mu powiedziałam, że teraz to moje mieszkanie i wypadałoby, żeby się wyprowadził, to machnął mi umową pod nosem. Jeszcze pół roku miał prawo tu mieszkać. No i co ja, biedna, mogłam zrobić? Nie znałam się na prawie, więc musiałam z nim wytrzymać pod jednym dachem.

I wiecie, co było najgorsze? Ten chłopak był straszny. Bałaganiarz jakich mało. Dziadek też taki był, więc obaj do siebie pasowali. Podobno dziadek bardzo lubił tego chłopaka. A ja nie mogłam go znieść. Myślałam sobie, jak ja mam z nim żyć? Uczył się po nocach, przeszkadzało mi światło z drugiego pokoju, potrafił zostawić po sobie zlew brudnych talerzy, miałam tego serdecznie dość. Mama poradziła mi, żebym poprosiła jakiegoś kolegę, żeby przyszedł i go nastraszył. Tylko skąd ja niby miałam wziąć kolegę, jak dopiero wprowadziłam się do miasta?

Miałam też inne zmartwienia, szukałam pracy, ale bez powodzenia. Jednego razu wróciłam smutna z rozmowy rekrutacyjnej, kolejnej nieudanej. Wtedy współlokator przyszedł mnie pocieszyć. Upiekł nam ciasto i zrobił domowy kompot. Nie wiedziałam, czy mam płakać, czy śmiać się, bo kuchnia po tym jego pomyśle, to był jeden wielki bałagan. Ale od tamtej pory zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Pokazał mi miasto, poznał ze swoimi znajomymi… Teraz jesteśmy razem. To było jakieś szaleństwo. Na początku ciągle wojny, a teraz? Nie wyobrażam sobie życia bez niego.

 

Przeczytaj także: Znalazłam w parku portfel. Nie wiedziałam, że los wynagrodzi moją uczciwość trzykrotnie. I to w jaki sposób!

 

Powiedział mi niedawno, że wszystko robił specjalnie, żeby mnie zdenerwować i zwrócić na siebie uwagę. Podobno dziadek wiecznie powtarzał, jaką ma piękną wnuczkę i chciałby widzieć nas razem. Jak widać, dostałam od dziadka nie tylko mieszkanie, ale i miłość razem ze spadkiem, kto wie… Może na całe życie?

Oceń artykuł
TwojaCena
Dziadek zostawił mi trzypokojowe mieszkanie w Łodzi. Chciałam się wprowadzić, ale już ktoś tam mieszkał