Oszczędzanie na własne mieszkanie zajęło mi dużo czasu i dokładnie rozważyłam wszystkie opcje. W końcu natknęłam się na mieszkanie, które zostało wystawione za przyzwoitą kwotę i mogłam sobie na nie pozwolić. Było w dobrej okolicy, blisko pracy. Szybko załatwiłam formalności i w końcu wprowadziłam się do swojego domu.
Dopiero po przeprowadzce zrozumiałam, dlaczego poprzedni właściciele tak szybko chcieli się go pozbyć. Chodziło o sąsiadów. Na górze cały czas płakało dziecko. Ale nie jestem osobą konfliktową, więc nie interesowałam się tym i wtedy zauważyłam, że chłopiec był całkiem duży, wyglądał na jakieś 7-8 lat. Dlaczego więc ciągle płakał jak maluch?
Zaczęłam więc słuchać, co się dzieje u sąsiadów piętro wyżej. Najpierw zaczęły się krzyki rodziców, potem jakieś przytłumione dźwięki, po których chłopiec zaczynał płakać. Przestraszyłam. Następnego dnia mijając się na klatce z sąsiadami, nawiązałam kontakt wzrokowy z chłopcem. Jego oczy były takie duże, a w nich był ocean bólu. Nie mogłam tego znieść, więc zadzwoniłam do siostry.
Siostra pracuje w policji. Podałam jej adres sąsiadów i poprosiłam, by dowiedziała się czegoś o rodzinie. Pod koniec dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała, żebym trzymała się z daleka od tych ludzi. Okazało się, że już przede mną poprzedni mieszkańcy próbowali pomóc chłopcu. Odwołali się do władz opiekuńczych, ale gdy tylko sąsiedzi zostali skontrolowani, udawali wzorową rodzinę, a potem, za karę, ojciec rodziny dotkliwie pobił sąsiada. Zastraszyli chłopca, mówiąc mu, że jeśli będzie coś komuś mówił, to matka odda go do sierocińca.
Teraz moje serce pęka, gdy pomyślę o tym biednym chłopcu. Nie mogę spokojnie patrzeć, jak nienormalni rodzice kłócą się i straszą dziecko, ale z drugiej strony mogę zostać dotkliwie pobita przez tego typa. Co zrobić w tej sytuacji?



