Diagnoza lekarza zwaliła mnie z nóg. Powinnam powiedzieć o tym mężowi i matce?

Myśli kłębią się w mojej głowie jak burzowe chmury. Lekarz powiedział to tak po prostu, bez ogródek. Co ja mam teraz zrobić?

 

„Szanse na ciążę są minimalne”. Te słowa wciąż są w mojej głowie. Przecież zawsze marzyłam o dużej rodzinie, a mój mąż? On też. Wieszając na ścianie zdjęcia z naszego ślubu, wyobrażałam sobie, jak będziemy razem patrzeć na nasze dzieci, jak będą rosnąć, uczyć się chodzić, mówić…

A mama? Ona tak bardzo chce być babcią. Zawsze pyta, kiedy wnuki, zawsze gotowa z radą i wsparciem. Jak jej powiem, że może nigdy nie zobaczy moich dzieci, jej wnuków?

Ostatnio poszłam do lekarza na omówienie szerszych badań. Z mężem staraliśmy się od roku o dziecko, ale z naszych starań nie było efektów. Pomyślałam, że zrobię rutynowe badania, takie dla kobiet planujących macierzyństwo. Nie spodziewałam się niczego złego, byłam wręcz pewna, że usłyszę coś w stylu: to długa droga, to wymaga czasu… A dowiedziałam się, że być może nigdy nie zostanę matką, trzeba liczyć na cud.

Z jednej strony, chcę być uczciwa. Mój mąż zasługuje na prawdę. Ale jak mu powiem, to co wtedy? Przecież on mnie zostawi. Boję się, że nie będzie potrafił zrozumieć, że to nie moja wina. Czy mi uwierzy, że ja też tego bardzo chciałam, marzyłam o tym?

Czasami łudzę się nadzieją. Może lekarz się myli? Może te małe szanse to jednak dla nas wystarczy? Może cud się zdarzy? Ale potem znów dopada mnie smutek. Bo przecież wiadomo jak to jest z cudami…

Rodzina męża jest taka liczna, pełna życia. Piątka rodzeństwa, każde z nich ma już dzieci. Święta, urodziny – zawsze pełne śmiechu, gwaru, dziecięcego biegania. A teraz, kiedy patrzę na te sceny, czuję jakbym była poza tym wszystkim, jakbym nie pasowała.

Mój mąż zawsze żartował: „Nie myśl sobie, że poprzestaniemy na jednym dziecku. Będziemy mieli taką dużą rodzinę jak ja kiedyś”. Ja tylko się uśmiechałam, a w sercu rosła nadzieja, że spełnię jego marzenie, że nasz dom też wypełni się dziecięcym śmiechem. Gdybym tylko wiedziała, co mnie czeka…

Teściowa… Zawsze na mnie krzywo patrzyła, bo jestem jedynaczką. „Dziewczyna bez rodzeństwa, to nie dla Ciebie, synu”, mówiła. Przecież teraz, kiedy się dowie, będzie mnie winić, jeszcze bardziej będzie na mnie patrzeć z pogardą.

A przede wszystkim boję się, że mój mąż poczuje się rozczarowany, że jego marzenia o dużej rodzinie legną w gruzach. Czy będzie w stanie zaakceptować, że mogę nie być w stanie dać mu tego, czego pragnie?

 

Przeczytaj także: Dostałam list z banku że jestem zadłużona na 10 tysięcy. Byłam w szoku, gdy okazało się, że to nie pomyłka

 

Czasami łapię się na myśli, że powinnam odejść, zostawić go, aby mógł znaleźć kogoś, kto spełni jego marzenie o dużej rodzinie. Ale serce mi pęka na samą myśl o rozstaniu. Kocham go przecież ponad wszystko.

Jak mam się zachować? Czy powiedzieć prawdę, ryzykując, że wszystko się rozpadnie?

Oceń artykuł
TwojaCena
Diagnoza lekarza zwaliła mnie z nóg. Powinnam powiedzieć o tym mężowi i matce?