Zanim to wszystko się stało, córka często do nas przychodziła, nawet i co drugi dzień. Ale odkąd kupiła samochód miesiąc temu, słuch po niej zaginął. Nie dzwoni, nie przychodzi już.
Kiedyś myślałem, że starość będzie spokojna, że sobie z moją żoną będziemy żyli w zgodzie ze wszystkimi. Renatka, nasza córka, od zawsze była dla nas jak promyk słońca. Mieszka tuż za rogiem, raptem trzy bloki dalej, kiedyś wpadała co chwilę. Pomagała, bo przecież lata lecą, a zdrowie nie to co kiedyś. Ja z sercem, żona z kręgosłupem, co miesiąc lekarze, rehabilitacja. Autobusem jeździliśmy wszędzie, ale teraz to już tragedia, ledwo na nogach staliśmy. Zresztą, zimą i tak musieliśmy brać taryfę, bo człowiek w naszym wieku nie ustałby na tym lodzie na chodnikach
Mamy odłożone trochę, więc wpadliśmy na pomysł. Renata bez auta, a prawo jazdy ma. Samochód ma zięć, czasem jej da jeździć, ale on codziennie jeździ do pracy na drugi koniec miasta. Mówimy jej:
– Weź pieniądze, kup sobie jakie chcesz, bylebyś nas czasem podwiozła – powiedzieliśmy.
Ile radości było! Wyściskała nas, obiecała złote góry. Mówiła, że dobrze robimy, że będzie i jej się lepiej żyło, i nam. Obiecała wozić nas do lekarzy, na zakupy, gdzie tylko zechcemy… A prawda jest taka, że my nie chcieliśmy dużo.
Miesiąc minął, a my nadal wzywamy taksówkę. Renata nagle jakby w zapomnienie zapadła. Dzwoniłem, pytałem, a ona że samochód psotny, że ślisko, że trudno. Ostatnio ją widziałem, jak do nowiutkiego auta wsiadała pod sklepem obok nas. Ani słowa, ani spojrzenia, a ja nawet nie zawołałem, bo tak mi się w tym starym chorym sercu żal zrobiło.
My z żoną teraz bez oszczędności, bez nadziei na łatwiejsze dni… Tak sobie myślę, że może to nasza wina? Może za bardzo liczyliśmy na pomoc, może za bardzo w Renatkę wierzyliśmy. Zastanawiam, czy to starość tak zmienia ludzi, czy to świat tak się pozmieniał.
Każdego tygodnia trzeba wozić żonę na rehabilitację. Całe życie ciężko pracowałem, ale moja emerytura, mówiąc szczerze, nie jest zbyt wysoka, do tego renta żony, która też ledwo starcza. A leki? To dopiero wydatek. Nie raz się zastanawiam, jak tu jeszcze wygospodarować pieniądze na taksówkę. Wszystko drożeje, a my tu z groszem w kieszeni.
Przeczytaj także: Mój dorosły syn w końcu poszedł na swoje, ale zaczął przynosić mi taki wstyd. Co ludzie o nas powiedzą?
Człowiek czeka, liczy na jakąś pomoc, a tu nic. Wracamy do domu po tych wszystkich wyjazdach do lekarza, zmęczeni, zziębnięci, odechciewa się walczyć o to zdrowie. Po co to wszystko, jeśli człowiek czuje się taki niepotrzebny? Nawet własna córka, która była dla nas wszystkim, zdaje się o nas zapomniała.




