Czy to przestępstwo, mieć więcej niż dwoje dzieci?

Faustyna próbowała wprowadzić dziecięcy wózek do sklepu, ale wysokie stopnie schodów skutecznie jej to uniemożliwiały. Pomimo tego, że w osiedlowym sklepie było sporo osób, nikt nie wyszedł, żeby pomóc jej wejść. Pewnie w normalnej sytuacji poradziłaby sobie sama, ale kobieta była w szóstym miesiącu ciąży. W wózku siedział jej dwuletni synek, który swoje ważył. Bała się, że podnosząc taki ciężar może zaszkodzić dziecku, które miała w sobie. Jednym słowem przywołała do siebie około czteroletnie bliźniaki i jeszcze raz, bezskutecznie spróbowała pokonać schody. W tym czasie ze sklepu wyszła Marciniakowa, sąsiadka, której ludzie z tego osiedla nadali przydomek „Sokole Oko”, ponieważ tej kobiecie, nigdy nic nie uszło uwagi. Wiedziała wszystko o wszystkich.
– Tak pomyślałam, że to ty i twoja banda, gdy tylko usłyszałam hałas. – zaczęła. – Jak tu było spokojnie, gdy Ignacy mieszkał sam i zanim zaczęliście się rozmnażać jak króliki. – kontynuowała.
Faustyna była cichą i nieśmiałą kobietą i choć zabolały ją słowa starej plotkary, to nic jej nie odpowiedziała.
– Jak sama widzisz, ludzie nie są skłonni do pomocy. Po co ci tyle dzieciaków? Sama się umęczysz, a i mąż musi tyrać za granicą, żeby waszą gromadę utrzymać. – mówiąc to, starsza kobieta schyliła się i pomogła kobiecie wnieść wózek.
To prawda, mąż Faustyny wyjechał do Irlandii i od 3 lat tam pracował. Zarabiał przyzwoite pieniądze, tak więc jego rodzinie niczego nie brakowało. Jedyną wadą takiego układu było to, że Ignacy przyjeżdżał do domu tylko raz na dwa- trzy miesiące. Faustyna i dzieciaki bardzo za nim tęskniły, on za nimi zresztą też.
Kobieta wszędzie, gdzie tylko się pokazała, spotykała się z krytyką.
Znajomi się od niej odwrócili. Lekarz prowadzący, przy trzeciej ciąży zwrócił jej uwagę, żeby szanowała swoje zdrowie i skończyła z tą „produkcją” – jak się wyraził. Nawet rodzona matka robiła jej wyrzuty z powodu kolejnej ciąży. Tak naprawdę, to tylko mąż ucieszył się na wieść o tym, że będą mieli kolejne dziecko. Wszyscy inni uważali, że trójka dzieci to już patologia. A oni od początku chcieli mieć dużą rodzinę. Być może wynikało to z tego, że Faustyna była jedynaczką, a Ignacy wychowywał się w domu dziecka.
Dzieci Faustyny często na placu zabaw bawiły się z synem sąsiadki, a kobiety, pilnując dzieci rozmawiały ze sobą.
– Och, jakie ty masz szczęście, masz męża przy sobie, a my tak bardzo tęsknimy za Ignacym. –
– Kochana, nie obraź się, ale sama skazałaś się na taki los, rodząc kolejne dzieci. Gdybyś miała jedno dziecko jak ja, to mąż pracowałby na miejscu i bylibyście razem. To twój wybór, więc nie narzekaj. – opowiedziała sąsiadka.
Tego dnia, gdy Faustyna z dziećmi wróciła do domu, nakarmiła je i położyła spać, a potem zaczęła rozpaczliwie płakać.
Dlaczego wszyscy nas tak potępiają? Czy to grzech lub przestępstwo mieć dużą, kochającą rodzinę?
Po chwili się uspokoiła.
– Jeszcze tylko tydzień. – pomyślała. – Ignacy będzie z nami. Pójdziemy na lody, może do zoo. On da mi siłę, by nie przejmować się ludzkim gadaniem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Czy to przestępstwo, mieć więcej niż dwoje dzieci?