Jednym z ważniejszych aspektów ludzkiego życia są różnego rodzaju uroczystości, od rodzinnych świąt, przez urodziny, rocznice, aż po narodowe święta. Wydaje się, że zdecydowana większość z nas nie wyobraża sobie życia bez tych dni. Jednak, co z tymi, dla których święta nie są aż tak ważne? Czy takie życie jest gorsze, czy może po prostu inne?
Poznajcie Helena. Jest kobietą o urodzie godnej podziwu, uzdolnioną krawcową i wspaniałą gospodynią domową. Tylko jedno stanowiło niezrozumiałą dla wielu cechę. Helena nie lubiła świąt. Jej mąż, Ryszard, dojrzały mężczyzna tuż przed emeryturą, spoglądał na grupę młodych ludzi, jak radośnie obchodzili jakieś święto.
Ryszard, pomimo trzydziestu lat małżeństwa, ciągle nie był w stanie zrozumieć swojej żony. Zdawało mu się, że życie płynie im monotonnie. Kiedyś, na początku ich małżeństwa, Helena stanowczo oznajmiła, że nie chce hucznej weselnej imprezy. Argumentowała, że przyjdą ludzie, którzy pragną jedynie najeść się za darmo. Postanowili więc świętować w gronie najbliższych, rodziców i siebie nawzajem. Ta decyzja zaskoczyła Ryszarda, ale nie kwestionował jej. Nawet docenił, że Helena jest oszczędna.
W ich rodzinie pojawiły się dzieci – syn, a później córka. Helena nie chciała organizować przyjęć z okazji ich urodzin. – Co to za święto, jeśli mam cały dzień stać przy kuchni – mówiła.
Zamiast tego gotowała codzienny obiad i siadała do szycia. Ryszard, chcąc w jakiś sposób uczcić te dni, zabierał dzieci do sklepu z zabawkami, kupował im prezent, na jaki miały ochotę, potem jeździli na karuzeli i świętowali urodziny w dziecięcej kawiarence.
Świętowanie Nowego Roku również było dość monotonne. Zjedli sałatkę jarzynową, a około jedenastej Helena kładła się spać z dziećmi. – Co w tym takiego specjalnego, że jest nowy rok? To tylko zmiana daty w kalendarzu – mówiła.
Na Dzień Kobiet Ryszard kupował kwiaty dla żony i córki. Podziękowały, a potem Helena mówiła, że to zbędny wydatek.
Pewnego razu Antoni zaproponował, żeby uczcić urodziny Heleny wizytą w restauracji. Nawet zarezerwował już stolik. – Nigdzie nie idę! – oznajmiła. – Nie lubię tego wszystkiego. A gotuję dużo lepiej niż w restauracji.
Czytaj też: Ewa wyszła za mąż nie z miłości. Nie spodziewała się tego, co się wydarzyło później
Co prawda, to prawda. Helena gotowała wręcz bosko, ale nie lubiła gości. Przygotowała potrawy, stawiała na stół, a potem sama odchodziła do sypialni. Nie lubiła też chodzić w odwiedziny do innych. Ryszard szedł sam, ale bez żony czuł się niekomfortowo, więc przestał chodzić do innych.
Z czasem goście przestali także odwiedzać ich dom. Tak wyszło, że do swoich sześćdziesiątych urodzin Ryszard odseparował się od towarzystwa. Teraz, siedząc nad brzegiem rzeki z wędką, patrzył na młodzież, która świętowała coś i czuł zazdrość.
Możemy się zastanawiać, czy takie życie jest gorsze. Czy Ryszard i Helena byliby szczęśliwsi, gdyby celebrowali wszystkie święta? Czy to oznacza, że nie potrafili cieszyć się życiem? To pytania, na które każdy z nas musi odpowiedzieć sam, biorąc pod uwagę swoje własne odczucia i preferencje. Jedno jest pewne – życie bez świąt jest po prostu inne, niekoniecznie gorsze. A jakie jest Wasze podejście do celebrowania ważnych dni w życiu? Lubicie to? A może macie tak samo, jak Helena? Napiszcie, proszę.




