Mój mąż uznał, że skoro nie pracuję codziennie, to nie potrzebuję pomocy. Według niego, nie iść codziennei do pracy, to prawdziwa przyjemność. Tyle że nie wziął pod uwagę, że ja jeszcze mam obowiązki w domu.
Mamy z Maćkiem dwójkę dzieci. Z urlopu wychowawczego wyszłam w zeszłym roku, kiedy moja najmłodsza córka zaczęła przedszkole. Musiałam szukać nowej pracy, żeby mieć zmienny grafik i wyrozumiałego szefa. Poprzednia praca była bardzo stresująca, a obowiązków było bardzo dużo.
Nie było możliwości pozostania w domu, bo nie poradzilibyśmy sobie z samą pensją mojego męża. Mimo to ciężko było wyżywić i ubrać dwójkę dzieci. Nie mieliśmy kredytu hipotecznego, ale i tak z trudem wiązaliśmy koniec z końcem. Szukałam teraz pracy, nie pod kątem zarobków, ale żeby móc odbierać dzieci z przedszkola i szkoły, oraz żeby móc bez problemu iść na zwolnienie lekarskie.
Znalazłam pracę w systemie zmianowym. Jednego dnia pracuje 12 godzin, drugiego mam wolne. Jeśli trzeba wziąć nieplanowany dzień wolny, można to ustalić ze współpracownikami. Kolejnym plusem tej pracy jest to, że jest tuż obok mojego domu. Wszystko wydawałoby się w porządku, gdyby nie mój mąż.
Maciek pracuje w standardowym, pięciodniowym systemie pracy, ma ośmiogodzinny grafik. Co drugi dzień on odbiera dzieci, ale w domu nic nie robi, ponieważ jest zmęczony. Wraca do domu i kładzie się na kanapie. Nie chce mu się sprzątać, odrabiać lekcji ze starszą córką, ani zrobić obiadu.
Nie może odrobić lekcji z dzieckiem, bo nie ma cierpliwości. Gdyby nie moja teściowa, to bym zwariowała. Ona czasem bierze dzieci do siebie, więc w takie dni jadę do domu i odpoczywam.
Jeśli mam wolne, mój dzień zaczyna się wcześnie rano i kończy o północy. Muszę koło wszystkich biegać, przygotować śniadanie, ubrania, zabrać się za sprzątanie i gotowanie. Potem muszę odebrać moją najstarszą córkę ze szkoły i odrobić z nią lekcje. Potem muszę pobiec i odebrać młodszą z przedszkola. Pranie, prasowanie i inne obowiązki domowe w między czasie. Świetnie się bawię, prawda?
Po trzech miesiącach zrozumiałam, że długo w tym trybie nie wytrzymam. Przypomniałam mężowi, że nie zostałam zatrudniona jako służąca. Tak naprawdę też pracuję, a do tego jeszcze mam dom na głowie. Jego w ogóle to nie interesuje. Powiedział mi, że nie musi pomagać, bo pracuje codziennie oprócz weekendów.
– Kiedy ja mam odpoczywać? – Oburzyłam się.
– Czy ja Cię do czegoś zmuszam? Idź i połóż się, poczytaj książkę, albo wyjdź z przyjaciółmi. Kto Ci zabrania! – Maciek wzruszył ramionami.
No tak, a jedzenie samo się ugotuje? Mieszkanie samo się posprząta? Jeśli ja nic nie zrobię, to kto utrzyma cały dom? O dzieciach nawet nie mówię. Czy mam je zostawić bez opieki? Będę musiała zorganizować mężowi dzień z pustą lodówką, głodnymi dziećmi i kompletnym bałaganem. Może to coś pomoże?




