Ktoś powiedziałby, że dobrze mieć bliskich. A ja powiem, że dobrze ich mieć na odległość. A przynajmniej wtedy, gdy ma się takich bliskich jak ja.
– Wysiadam z autobusu. Dojechałam właśnie do Krakowa. Przyślij mi taksówkę albo przyjedź po mnie. Zatrzymam się u Ciebie na jakiś czas, nie kupiłam biletu powrotnego.
Taką wiadomością przywitała mnie mama w dzień, kiedy zaczynałem urlop. Nigdy nie mieliśmy dobrego kontaktu. Nie polubiła mojej żony, musiałem przekonywać ją, by łaskawie zjawiła się na naszym ślubie. Nie była przy mnie od samego początku – gdy zdawałem maturę, gdy wyjeżdżałem na studia, a nawet wtedy, gdy urodził się mój syn.
Dopiero niedawno, kiedy jej stan zdrowia pogorszył się i na horyzoncie pojawiło się widmo tego, że w niedalekiej przyszłości będzie potrzebować wsparcia, przypomniała sobie o mnie.
Planowałem ten urlop od miesiąca. Syn miał już rok, potrzebował swojego pokoju, chciałem cały ten czas przeznaczyć na remont. Przypadkowo powiedziałem o tym mamie podczas rozmowy telefonicznej, a ona nie pytając nikogo o zdanie, zdecydowała wprosić się w gości. Tak! W gości – jej przyjazd nie był spowodowany chęcią wsparcia nas.
Nie miałem wyjścia, pojechałem na dworzec. Mama nie chciała odwiedzać swojego wnuka bez prezentu, więc spędziliśmy kilka godzin w galerii handlowej, gdzie przechodziła od sklepu do sklepu, oglądając jednocześnie garsonki i sukienki dla siebie.
Kiedy wybrała już skromny prezent dla wnuka i kilka nieskromnych ubrań dla siebie – bo jak tłumaczyła, nie często może zrobić zakupy w mieście – okazało się, że nie zabrała karty płatniczej. Nie dość, że musiałem towarzyszyć jej w wyborach, to jeszcze płacić za zakupy. Mało tego, opuszczając każdy sklep, musiałem wysłuchiwać opinii i narzekań na temat sprzedawcy, cen czy asortymentu.
Po co to wszystko? Dla kogo?
W domu zaczęła ustalać własne zasady. Mnie rozstawiała po kątach, a żonę strofowała, że nie potrafi zajmować się dzieckiem. A wieczorem uprzedziła nas, że bardzo krótko spała, więc ma panować całkowita cisza nocna, by nie przeszkadzać jej w odpoczynku. Tak, miała na myśli tez naszego rocznego syna.
Myślałem, że skoro już przyjechała, to zajmie się dzieckiem, a my z żoną w pełni zajmiemy się przygotowaniem pokoju dla niego. Nic z tego – mama urządziła sobie u nas hotel i nie w głowie miała opiekę nad maleńkim wnukiem. Wychodziła na całe dnie z domu zwiedzać i spotykać się z nowymi koleżankami, które poznała przez internet, a po południu zjawiała się na obiad i wypoczynek.
Po dwóch tygodniach powiedziałem jej wprost, co myślę o jej zachowaniu.
Wyjechała i nawet nie podziękowała za gościnę. Od tamtej pory nawet nie dzwonię. Chciałbym mieć dobrą relację z mamą, ale jednocześnie nie umiem, kiedy widzę to, jak mnie traktuje. Mam nadzieję, że mój syn będzie miał wspaniałych rodziców. A moja mama… Cóż, bardzo wierzę, że kiedyś jeszcze naprawimy tę zepsutą więź.



