– Halo.
Agata natychmiast rozpoznała ten głos. Minęło dwadzieścia pięć lat, a ona nadal pamiętała ten głos. Renata Mazurkiewicz, nauczycielka matematyki, której Agata nienawidziła ze wszystkich sił. Jedno „Halo” wypowiedziane przez tą kobietę przywróciło wszystkie złe wspomnienia z liceum.
Renata Mazurkiewicz wezwała Agatę do tablicy, by rozwiązała jakieś zadanie z funkcji trygonometrycznych. Dziewczyna szła do tablicy jak na ścięcie, jej dłonie oblał zimny pot, a serce waliło jak oszalałe. Nic nie rozumiała z tych zadań. Ogólnie nienawidziła matematyki, była typem humanisty.
„Boże, dziewczyno, co się z tobą stanie? Nic w życiu nie osiągniesz, tylko szmata i szczotka cię czeka — kpiła nauczycielka. – Przecież to takie proste. Siadaj, znowu jedynka…
I tak przez wszystkie lata …
Gdy Agata chodziła do szkoły, Renata Mazurkiewicz wydawała się być stara, dlatego wszyscy nazywali ją „starą wiedźmą”.
– Ile ona może mieć teraz lat? – zastanawiała się Agata.
Chociaż minęło już tyle lat, Agata czasami budziła się w nocy, bo śniło jej się, że Renata Mazurkiewicz ponownie wezwała ją do tablicy. Koszmar.
A teraz, ta sama nauczycielka dzwoni do niej i ma czelność prosić ją o pomoc.
– Halo, wybacz mi, że cię niepokoję, – powiedziała matematyczka. „Bożenka dała mi twój numer telefonu…
Agata początkowo nie wiedziała, o kogo może chodzić, ale po chwili uświadomiła sobie, że nauczycielka miała na myśli jej koleżankę z ławki.
Profesorka wyjaśniła, jąkając się, czego chce.
Jej wnuczka studiuje w Gdańsku. Wynajmuje mieszkanie i ma jakiś problem z właścicielem mieszkania. Historia jest dość nieprzyjemna i naprawdę potrzebny jest dobry prawnik, bo jej wnuczka sama tego nie załatwi.
– Naprawdę nie wiem, do kogo się zwrócić…” mruknęła nauczycielka.
Tak, Agata była prawnikiem korporacyjnym i pracowała w ogromnej firmie. Agata była generalnie uosobieniem sukcesu. Wspaniała kariera, drogie ubrania, kochający mąż i dzieci, piękny dom i kilka innych nieruchomości.
-Boże, – pomyślała Agata, – to wspaniała chwila, żeby jej wszystko wypomnieć. Wszelkie obelgi, poniżanie, krytykę. Miałam zostać nikim, a teraz śmie prosić mnie o pomoc.
Miałam ogromną chęć wykrzyczeć jej do telefonu: „Cześć stara wiedźmo! Widzisz, odniosłam sukces bez znajomości sinusów i cosinusów? Do niczego nie przydały mi się całki i silnie. I co, głupio ci teraz!”
Nauczycielka dalej opowiadała coś o mieszkaniu, o swojej wnuczce, ale Agata prawie nie słuchała. Dalej w myślach wspominała szkolne czasy.
Pamiętała szczegółowo tę „wiedźmę”. Miała chyba tylko dwa swetry, niebieski i zielony, które najwyraźniej sama zrobiła na drutach. Miała też okropne buty, w których chodziła non stop przez te wszystkie lata. Była to kobieta z nadwagą, przemieszczała się lekko utykając. Z trudem wchodziła po schodach na drugie piętro, gdzie mieściła się sala matematyczna, a na jej zajęciach zawsze pachniało Amolem.
Wszyscy wiedzieli, że kobieta samotnie wychowuje córkę, nigdy nie słyszeli nic o jej mężu. Mieszkały z córką w mieszkaniu w kamienicy, Agata była tam raz z koleżankami. Pokój nauczycielki był mały. Stało tam łóżko, szafa i biurko ze stosami zeszytów, a na półkach, na ścianach były książki.
Jedno wspomnienie zastępowało kolejne.
Agata pamiętała nawet, jak pewnego razu po lekcjach poszła do klasy Renaty Mazurkiewicz, bo zapomniała czegoś zabrać… Matematyczka była sama i płakała. Zmiętą chusteczką w dłoni ocierała łzy. Ta stara jędza miała jednak jakieś uczucia. Agata szybko odeszła, zrezygnowała z wejścia do klasy.
A teraz minęło dwadzieścia pięć lat.
– Agatko – powiedziała nauczycielka. – Wybacz staruszce, ciągle gadam, a ty pewnie masz dużo rzeczy do zrobienia. Wiem, że masz kochane dzieci, i że odniosłaś sukces…”
– Tak, proszę Pani” – powiedział Agata. – Tak, jestem prawnikiem, ale nie zajmę się tym…”
– Cóż, to przepraszam… Poszukam dalej…”
– Źle się wyraziłam. Nie mogę się tym zająć, bo nie jest to moja specjalność, ja zajmuję się prawem handlowym, ale znajdę Pani prawnika, najlepszego jakiego znam. Wszystko będzie dobrze, droga Pani Renato.




