Marta była od zawsze bardzo ambitna. Chciała osiągnąć sukces w pracy, mieć dobrze zbudowane ciało i wspaniałego męża, który będzie ją podziwiał za to wszystko. I choć początkowo jej plany się spełniły, z czasem zaczęła odczuwać coraz większą pustkę i niezadowolenie.
Marta była szczupła i aktywna fizycznie, ale ciągłe ćwiczenia i kontrolowanie swojej diety zaczęło ją męczyć. Czuła się sfrustrowana i przemęczona, ale nie mogła sobie pozwolić na odpoczynek, bo przecież nie chciała przytyć ani stracić formy. Miała też męża, którego bardzo kochała, więc jego oczekiwania i preferencje były dla niej bardzo ważne. Musiała być idealna, by spełniać jego wymagania. Mąż Marty lubił wędrówki i góry, spływy kajakowe i intensywne treningi na siłowni. Marta lubiła aktywny wypoczynek, ale czasami chciała porobić coś zupełnie innego np. upiec ciasto albo poleżeć na kanapie z książką. Chciała spokojnych wieczorów nad morzem, chodzenia do teatru w pięknej sukience albo do kina na melodramaty. Koniec końców i tak Marta robiła to, co chciał jej mąż. W końcu to on wiedział najlepiej, co dla niej dobre.
Pewnego dnia coś się zmieniło. Stało się to, gdy szła z mężem na kolejną wędrówkę, w którą wybrali się by świętować 10-tą rocznicę małżeństwa. Droga była długa i męcząca, a w dodatku ciężar plecaka, który miała na sobie, dodatkowo utrudniał marsz. Mąż zamiast jej pomóc ciągle tylko ją krytykował mówiąc, żeby nie narzekała tylko uśmiechnęła się w końcu i szybciej szła. W między czasie rzucał komentarze o nadprogramowych kilogramach oraz wieku swojej żony, a na koniec powiedział, że mogłaby też zacząć lepiej się ubierać i może zmienić fryzurę.
Marta była zaszokowana i zasmucona komentarzami męża. Czuła się jak małe dziecko krytykowane przez rodzica bez możliwości obrony. Gdy zaczęła płakać, jej mąż okropnie się zbulwersował i przyśpieszył kroku, zostawiając ją w tyle. Kobieta zatrzymała się, usiadła na swoim plecaku i zaczęła myśleć o swoim życiu i małżeństwie. Wtedy Marta zdała sobie sprawę, że całe swoje życie żyła według oczekiwań innych, a nie swoich własnych wartości i pragnień. Wszystko co robiła, to jak wyglądała, czym się interesowała, było po to, by zadowolić swojego męża, bo nie chciała go stracić. Teraz gdy ją zostawił, jej umysł odzyskał trzeźwość, której wcześniej nie miał i wiedziała, że musi coś zmienić w swoim życiu. Wstała i poszła w przeciwnym kierunku do tego, w którym poszedł jej mąż i wyruszyła w poszukiwaniu stacji kolejowej. Na szczęście wystarczyło jej pieniędzy na bilet do domu. Jechała czując ulgę, że w końcu uwolniła się z kajdan swojego małżeństwa. Teraz to ona decyduje jak wygląda, jaką długość mają jej włosy, ile waży i je, jak odpoczywa i co robi.
Marta uwolniła się od ciągłych prób zadowolenia męża, ale jak wiele kobiet w Polce żyje dostosowując swoje wybory tak, by zadowolić swoich mężów czy rodziny. Każda z nich słyszy o tym, że muszą schudnąć, więcej ćwiczyć, więcej się uśmiechać… Na każdym kroku padają rady na temat wyglądu, kariery czy rozwoju. Czas by i one dostrzegły, że warto żyć dla siebie, a nie dla satysfakcji innych.


