Od pierwszego spotkania polubiliśmy narzeczonego naszej córki. Co prawda był drobny i niekoniecznie przystojny, ale za to emanował spokojem i dobrocią. Miał zdolność żartowania na każdy temat, co było dla nas ulgą – w końcu córka nie związała się z jakimś ponurakiem.
Po ślubie zdecydowali się zamieszkać z nami. Posiadamy duży dwupiętrowy dom, więc bez problemu mogliśmy oddać im całe jedno piętro. Córkę zawsze mieliśmy blisko, co było dla nas dodatkowym plusem.
Problem pojawił się, gdy zauważyliśmy, że zięć pracował tylko dorywczo, czasem spędzając w domu całe dnie. Mój mąż nie mógł zrozumieć, jak mogą sobie pozwolić na nowe ubrania i drogie wycieczki, skoro tylko córka pracowała na pełny etat. W końcu zięć przyznał, że posiada w internecie biznes związany z obstawianiem jakichś zakładów sportowych. Od razu nam się to nie spodobało – wydawało się to bardzo ryzykownym zajęciem.
Zawsze mieliśmy świadomość, że zięć skończył studia pedagogiczne, ale nigdy nie pracował jako nauczyciel. Owszem, czasem udzielał korepetycji, ale to było raczej sporadyczne. Nigdy specjalnie nie interesowaliśmy się tym, czym się zajmuje na co dzień. Przyznam, że może to był błąd z naszej strony. Wcześniej nie zwracaliśmy na to większej uwagi, ale sytuacja z zakładami sportowymi otworzyła nam oczy.
Moje obawy narastały. Mąż zaczął dopytywać o samochód, który zięć nabył jeszcze w trakcie studiów – wiedzieliśmy, że jego rodzice na pewno mu nie pomogli. Wtedy córka przyznała, że zięć w tamtych czasach grywał w kasynie i dorobił się ładnej sumy. Obecnie, według niej, wszystko toczyło się w internecie i tam najłatwiej zarabiać.
Postawiliśmy sprawę jasno – córka musi podpisać intercyzę albo oboje się wyprowadzą. Obawialiśmy się o jej przyszłość. Chcieliśmy w przyszłości przepisać na nią cały dom, ale w tej sytuacji to było nie do pomyślenia. Wszystko, co nasze, stanie się kiedyś córki. I tak po prostu mamy się godzić na to, by kiedyś to przepadło? Praca zięcia wydawała nam się niepewna, wręcz hazardowa. Obawialiśmy się, że wkrótce wpadnie w długi i zacznie sprzedawać rzeczy z powodu uzależnienia.
Nasza córka obraziła się na nas i oświadczyła, że gdy tylko znajdą mieszkanie, przestanie z nami rozmawiać. Nie rozumie, że wszystko, co robimy, robimy dla jej dobra.
Od kilku tygodni żyjemy w ciszy. Pomyśleliśmy, że może to my nie mamy racji, więc zaczęliśmy szukać informacji o internetowych zakładach sportowych, chcąc zrozumieć, czym tak naprawdę jest ten „biznes„ zięcia. Nie pomyliliśmy się, tyle osób pisało, że straciło z czasem swój majątek, a ich rodziny się rozpadły. Czy my robimy źle, że martwimy się o dobro naszego dziecka? Czemu młodzi ludzie nie mogą pojąć, że to wszystko dla ich szczęścia i bezpieczeństwa?




