Ciocia

CIOTKA

Ciotkę Jadwigę przywieziono z wioski. Starsza pani już ledwo radziła sobie z gospodarstwem, więc jej siostrzenica Hania wzięła ją do miasta, na swoje barki.

Jej mąż Tomasz nie miał nic przeciwko. Był spokojny, szczupły, w okularach, a na wszystko zgadzał się bez grymasów, słuchając swojej gromko gadającej i krągłej Haneczki.

No, nie jest obcą osobą. Ciotka w końcu. Swoich dzieci nie miała nigdy, a ja już mamy nie mam teraz. Moja mama była trzydzieści lat młodsza od ciotki Jadwigi, w drugiej rodzinie ojca się urodziła. Zdarza się mówiła Haneczka autorytatywnie. Moja mamusia tak wcześnie odeszła, ajajaj. Szkoda ciotki! Bierzemy!

Jej dzieci Kacper i Dobrosia nie znały prawie cioci.

Zresztą, Hania sama widziała ciotkę Jadwigę ze dwa razy w życiu. Przez telefon nie rozmawiały, tylko listy sobie pisały. Jak się okazało, ciocia Jadwiga nie uznawała żadnej nowoczesnej techniki nawet radia nie miała.

I oto jest, w ich domu. Malutka, jak krasnal (13-letni Kacper był od niej wyższy). Włoski puchate jak dmuchawiec. Kapelusik-pastylka na głowie. Ale oczy miała zupełnie młode, przeszywająco niebieskie.

W ręku tobołek i siatka z PRL-u. Dwa stare walizki.

Na rękach puszysty rudzielec kotek. Spojrzał leniwie na gospodarzy, zeskoczył i ruszył zwiedzać mieszkanie.

To jest Mandaryn. Zabrałam ze sobą. Duszyczka żywa, nie miejcie mi za złe powiedziała ciotka Jadwiga.

I dorzuciła:

A wy mi tacy jesteście! Kochani moi!

Potem była uczta. Starsza pani przywiozła ze wsi swoje ogórki, dżemy, kompoty. Hania nie mogła się nadziwić, jak jej wybredne dzieci wyjadały dżem, ogórki, leczo i inne cuda.

Haneczko! Działkę macie? Wszystko zasadzą, choć już nie taka gibka, ale uprawiać trzeba! Bez własnego nie da się! orzekła ciotka Jadwiga.

Hania powiedziała, że działki nie mają. Po co? Wszystko można kupić. Czasu zresztą brak. Ona pracuje na dwa etaty, Tomasz też. Dzieci z rzadka widują. Mieszkanie z kredytu, jeszcze długo będą spłacać.

Działka musi być. Nie patrz na mnie tak, Hania. Człowiek bez ziemi nie może. Kupimy, znajdziemy miejsce i ciotka poszła do swojego pokoiku.

Jasne, znajdziemy. Kręcimy się, ledwo na wszystko starcza. Ciotka myśli, że mamy worki pieniędzy, czy co? narzekała Hania, myjąc garczki.

Następny dzień był wolny. Tomasz wylegiwał się w łóżku z gazetą. Hania, krzyknąwszy do dzieci, żeby odgrzały pierogi, sama postanowiła trochę poleniuchować.

Kacper i ośmioletnia Dobrosia tradycyjnie zaszyli się w telefonach.

Kot Mandaryn siedział obok i kręcił głową jak mówca. Wchodzi ciotka Jadwiga.

Co tu robicie? pyta.

Kacper i Dobrosia zaczęli tłumaczyć, pokazywać. Ciotka kiwała głową. Potem mówi:

U nas na wsi też takie coś widziałam. Może nie aż takie, prostsze. Mnie nie było potrzeba. Waszej mamie listy pisałam, to mi wygodniej. Dobra rzecz, przydatna. Możesz znaleźć człowieka wszędzie. Potrzebny wynalazek. Ale kładźcie to i chodźcie ze mną!

Ale po co? Gramy tu! protestuje Kacper.

Gdzie gracie? Przecież tylko w telefonach siedzicie, nikogo nie dzwonicie dziwi się ciotka.

No, gramy w telefonie! piszczy Dobrosia.

Ciotka opowiedziała, jak na wsi grali. Potem zaciągnęła dzieci do kuchni.

Kiedy Hania przyszła, zamarła. Na stole talerz naleśników. Szczęśliwy Kacper popija herbatkę. Dobrosia zawija pierogi stojąc przy ciotce.

Patrz, mamo! Szczęśliwy będzie! Może tobie wpadnie! uśmiechnęła się Dobrosia.

Zaraz przyleciał też Tomasz.

Rozpromieniony wciągał nozdrzami zapachy.

Teraz w wolne dni razem pierogi będziemy lepić, naleśniki smażyć! Swoje najlepsze! oznajmiła ciotka.

Bez sensu trochę. Teraz wszystko można kupić! odburknęła Hania, która gotować wręcz nienawidziła.

Kupowała głównie mrożonki i gotowce. Rodzina jakoś nie protestowała. Do dziś.

Nie, mamo! Zróbmy sami! Takich pierogów nigdy nie jadłem! powiedział Kacper.

Ciotka Jadwiga potem wzięła kłębek gumki,

prowadziła Ninochę do stołów, umocowała gumkę i pokazała, jak grały w gumę na wsi.

A wy co? Nie skaczecie tak? pytała.

Niet! Oni nawet na dwór wyjdą, a w telefonach siedzą! Pokolenie smartfona! sapnął Tomasz.

Niedobrze. Trzeba rozmawiać twarzą w twarz! Telefony to dobra rzecz, bez nich trudno. Ale trzeba używać do dzwonienia, albo gdy coś trzeba wysłać. I już! podsumowała ciotka.

Wieczorami dziergała, a kot Mandaryn rozciągnięty wylegiwał się na fotelu.

Mamo, patrz! Dobrosia ściągnęła Hanię.

Wyszła do przedpokoju, zagląda do łazienki.

Ciotka głaskała bęben pralki, mrucząc:

Sto lat, praleczko! Długo nam służ, trzymaj się dzielnie!

Ciotka, co ty wyprawiasz? szepnęła Hania, podejrzewając, że ciotka coś fantazjuje.

Co co? Dzisiaj 8 marca. Praleczka to dziewczyna. Trzeba ją świętować! roześmiała się ciotka.

Ona nieżywa, ciotka. Co za głupota! fuknęła Hania.

Wszystko technika rozumie, nie mów tak. Na wsi u Wacka traktor prawie utknął. On go pochwalił, głaskał i wyciągnął z kałuży. A u Kwiatkowskiego auto zawsze dostaje dobre słowo przed drogą i nazywają je Zosieńka. A wy nie doceniacie! Ile dobrego macie! Pralki, telefony, mikrofale, wszystko! A i tak chodzicie naburmuszeni… cieszyła się ciotka, patrząc jak dziecko na techniczne cuda.

Zaczęła odbierać dzieci ze szkoły.

Kacper raz miał kłopoty w klasie. Rodzicom nie mówił. Gdy cicho płakał w kącie, ciotka przyszła, i wyznał jej wszystko, sam nie wiedząc jak. Następnego dnia nie poszedł do szkoły na pierwsze lekcje. W domu cisza, nawet ciotki nie było.

Pewnie wyszła na spacer pomyślał.

Szykuje się, przychodzi pod klasę. Słyszał znajomy głos! Zajrzał do uchylonych drzwi. Nauczycielka siedzi, cisza. Przy tablicy… ciotka Jadwiga. Coś opowiada z pasją.

Ajajaj! Co ona robi! Będą się śmiać! przylgnął do drzwi Kacper.

Ale nikt się nie śmiał. Zakończyła, klasa otoczyła ciotkę. Kacper wszedł. Podszedł główny klasowy łobuz, Piotr.

Cześć, czemu cię dziś nie było? Twoja babcia jest świetna! Tyle opowiedziała! Szkoda, że nie mam babci, brakuje mi jej… Jutro z nami do parku pójdzie, dużo wie o roślinach i zwierzętach! Pani pozwoliła jej mówić Piotr szeroko się uśmiechał.

No, taka jest! zaśmiał się Kacper i pobiegł przytulić ciotkę.

Wieczorem Hania się rozryczała. Ciążąca codzienność, praca, dom i ten Tomasz, taki cichy, nijaki. Inni mają mężów, prawdziwych! Sama stała się jak… zapomniana kasza. Teraz takich jak ona już nie w modzie płakała u ciotki na ramieniu.

Ciotka pozwoliła jej wypłakać się. Wlała herbatę.

I opowiedziała. O tym, jak straciła troje dzieci, jeszcze nim zaczęły rosnąć. Jak zdrowy i piękny mąż nagle odszedł. Jak z chorobą walczyła, chudła, ale jednak przetrwała. Choć zwijała się z bólu i prawie nic nie jadła.

A jakie modny na ludzi wymysł? Jednych Pan Bóg stworzył szczupłych, innych krągłych. Tak i gusty różne. Kiedyś dorodne panie były cenione! Ty jesteś cudna! Włos z natury kręcony, oczy piękne i duże, sylwetka idealna. Doceniaj, co masz. Inni nie mają nawet tego. Ile samotnych! Twój Tomek to złoto! Patrzy z miłością, dla rodziny wszystko. Dzieci szczęście! Reszta się ułoży… Dobrze, muszę do łóżka i ciotka zniknęła w swoim pokoju.

Hania, chcąc dalej płakać, nagle już nie chciała. Czemu tak? Przecież ciotka rację miała. Wszystko ma!

W tym dniu Hania czekała na męża po pracy (bo wreszcie urlop). Tomka nie ma.

Dzieci! Tata dzwonił? Gdzie jesteście? pyta.

Kacper coś miesza w misce na kuchni. Hania zauważyła, że syn nagle interesuje się gotowaniem bardziej niż smartfonem. Naleśniki przewraca już w powietrzu.

Dobrosia buduje dom z krzeseł, rozkłada koce, sadza zabawki.

Telefony leżą nietknięte. W ostatnim czasie dzieci używały ich tylko do odbierania rozmów!

Hania wybiera numer Tomka. Nieosiągalny abonent.

I wtedy ją zmroziło. Ciotka Jadwiga! Gdzie jest? Nie słychać kapci, nie ma jej spokojnego głosu.

Rzuciła się do jej pokoju. Mandaryn, leniwie przeciąga się na łóżku.

Kacper! Dobrosia! Gdzie ciotka Jadwiga?! zawołała Hania.

Dzieci wypadają.

Ze szkoły wróciliśmy z nią, potem gdzieś poszła szepnęła Dobrosia.

Dawno? Dobrosiu, dawno?! w krzyk Hania. Córka kiwa głową i płacze.

O Jezu! Przecież kupiliśmy jej telefon, a ona znów nie zabrała! Jak to tak?! Przecież staruszka! Hania osuwa się w fotel.

Kacper wciąga kurtkę.

Gdzie idziesz? za nim leci Hania.

Szukać! Mamo, nie możemy bez niej! i syn gna w dół.

Dobrosia wsunęła stopy w trampki, pobiegła za bratem.

Hania, ubierając się, pędzi za nimi.

Pod blokiem dzieci stoją szczęśliwe.

Co jest? pyta.

Pokazują w lewo.

Tam, trzymając Tomka pod rękę, maszeruje ciotka Jadwiga w kapelusiku ozdobionym makami.

Ciotka! Wystraszyłaś nas! Nie można tak, kilka godzin, zniknąć! A ty gdzie byłeś? Hania wtula się w ramię męża.

Bo ciotka chciała… zamknąć waszą hipotekę! ogłosiła ciotka.

Co? Jak? tylko tyle Hania była w stanie wydukać.

Chcieliśmy zrobić niespodziankę. Ciotka jest… niesamowita. Wręcz uratowała nas! zaśmiał się Tomasz.

Ciotka… Skąd miałaś pieniądze? Nie trzeba było… zaczęła Hania.

Co to znaczy skąd? Po pierwsze, oszczędzałam. Emeryturę mam fajną, gospodarstwo było swoje, prawie nie wydawałam. Jajka, mleko, chleb sama. Po drugie, sprzedałam swój dom. A co mi po nich? W trumnie kieszeni nie ma. I tak chciałam zostawić wam. Lepiej od razu dać szczerze zakończyła ciotka.

Hania się zamyśliła. Teraz nie musi harować na dwa etaty. I jej, i Tomkowi. Więcej czasu dla rodziny. Jak dobrze!

Jutro jedziemy za miasto. Obejrzeć działkę! Z Tomkiem wybraliśmy domek! oznajmiła ciotka Jadwiga.

Swój dom! Hurra! Działka! A ciotka obiecała pokazać jak oglądać świetliki, pleść koszyki i robić sekretne skarby z kwiatkami w szkiełkach, które potem się wykopuje dzieci rzuciły się do ciotki.

Całą paczką wrócili do domu, objęci i szczęśliwi.

Hania jeszcze została chwilę przed wejściem.

Spojrzała w chmury i szepnęła:

Dziękuję. Dziękuję za ciotkę Jadwigę.

Oceń artykuł
TwojaCena
Ciocia