Podczas każdej rodzinnej uroczystości, słyszałam od bliskich: „Biedactwo, szkoda nam ciebie”. Zapytasz, dlaczego? Dlatego, że w wieku 27 lat nie miałam ani męża, ani dzieci. Szczerze mówiąc, ich zachowanie zawsze mnie denerwowało. Mówili tak, jakby to było najważniejsze w życiu.
Kiedy skończyłam szkołę średnią, postanowiłam nigdy nie wychodzić za mąż. Uważałam, że małżeństwo to dobrowolne niewolnictwo. A potem, rozpoczęłam swoje intensywne życie. Podczas, gdy moje szkolne koleżanki gotowały obiady dla swoich mężów i dzieci, ja bawiłam się w nocnych klubach, wyjeżdżałam na wakacje za granicę i po prostu cieszyłam się życiem. Nie chciałam tracić młodości na prace domowe i pieluchy, a jeszcze bardziej szkoda mi było stracić figurę.
Miałam tak wielu zalotników, że nie mogłam ich zliczyć. Gdy w jednym przestawało mi coś odpowiadać, za chwilę pojawiał się inny, a z każdym z nich przeżyłam niezapomniane chwile. Z jednym skoczyłam ze spadochronem, z drugim byłam w Egipcie, z trzecim witałam Nowy Rok w Brazylii, a z czwartym chodziłam po Chińskim Murze. Można powiedzieć, że zwiedziłam cały świat.
A co z moimi przyjaciółkami? Osiadły w domu, jak te gnieżdżące się kury, a morze widziały tylko w atlasie geograficznym. W głębi duszy współczułam im.
W wieku 34 lat postanowiłam ograniczyć podróżowanie. Otworzyłam mały biznes kosmetyczny. Nie przeczę, że obyło się bez pomocy moich rycerzy. Dlaczego miałabym nie skorzystać z takiej szansy i odrzucić ich pomoc? Po niedługim czasie kupiłam spore mieszkanie i samochód.
Z czasem, nocne imprezy i szaleństwa, coraz mniej mnie pociągały, a w domu oprócz kota nikt na mnie nie czekał. Czasem miałam ochotę oprzeć się o ramię silnego mężczyzny, przytulić się i pocałować. Jednym słowem, poczuć się kochaną, tak jak np. moja siostra Agata. Ona ma taką przytulną atmosferę w domu; dzieci biegają, na lodówce wiszą ich rysunki i wspólne zdjęcia z wakacji.
Agata, początkowo próbowała mnie ukierunkować. Mówiła, że powinnam skupić się na stworzeniu rodziny i ciągle robiła mi wyrzuty:
– Cały czas biegasz od jednego mężczyzny do drugiego. Uważaj, abyś nie została sama na starość. A ja w odpowiedzi tylko przewracałam oczami. Później przestała, i nawet nie zaczynała tego tematu, bo wiedziała, jak to się skończy. Dopiero po 20 latach zrozumiałam, że siostra miała rację.
Niedawno spotkałam moją szkolną koleżankę Karolinę. Spacerowała z wnukami po parku. Widziałam, jak jej oczy błyszczały ze szczęścia. No tak, ma zmarszczki, ma nadwagę i gdzieniegdzie siwe włosy. Ale, gdy przytulała dzieci, całowała ich pulchne policzki, a one czule nazywały ją „babunią”, to było bardzo rozczulające.
Udałam, że mam wiele rzeczy do zrobienia i szybko wróciłam do domu. Usiadłam na kanapie i spędziłam dobrą godzinę płacząc. Zrozumiałam, że popełniłam największy błąd w swoim życiu – wybrałam pieniądze i zabawę zamiast rodziny. Mam swój salon kosmetyczny, duże mieszkanie, samochód i mogę sobie pozwolić na wszelkie kaprysy świata. Ale nie kupię rodziny.
Mam teraz 48 lat. i wiem, że już nic nie mogę zrobić. Straciłam swoją szansę. Przecież kto w tym wieku zaczyna związek z mężczyzną i rodzi dziecko?
Dlaczego jeszcze nie wynaleziono wehikułu czasu? Wystarczyłoby cofnąć się o 10-15 lat. Wtedy moje życie miałoby sens…



