Wczoraj, obchodzono drugi dzień Świąt Wielkanocnych, ale Wiktor pracował, jak zawsze. Szpital i pogotowie ratunkowe w mieście, nie mogą być zamknięte, ktoś musi pomagać pacjentom. Jechał do pracy w doskonałym nastroju. W samochodzie roznosił się zapach ciasta jego matki. Była świetną kucharką i włożyła mu do auta trochę jedzenia, żeby mógł się posilić w drodze i na dyżurze. Chłopak włączył radio i usłyszał swoją ulubioną piosenkę. Gdy tak jechał wiejską drogą, nagle zauważył młodą dziewczynę, stojącą na poboczu, tuż obok przystanku autobusowego. Wokół nie było nikogo innego, a było już dosyć późno. Zatrzymał się i zapytał:
– Czy mógłbym Cię gdzieś podwieźć?
Dziewczyna skinęła z wdzięcznością głową i zaczęła płakać. Mężczyzna był zaskoczony, otworzył drzwi, a młoda kobieta wskoczyła na sąsiednie siedzenie.
– Jak masz na imię?
– Sylwia – odpowiedziała szlochając.
– Mogę wiedzieć, co się stało?
Okazało się, że dziewczyna jechała na święta do koleżanki, która mieszka we wsi. Wsiadła jednak do złego autobusu i pojechała w zupełnie innym kierunku. To był ostatni autobus i miała nadzieję, że znajdzie sposób na powrót do miasta, ale samochody rzadko tędy przejeżdżają, a taksówki w tym rejonie nie chcą kursować, są zbyt dziurawe drogi. Stała tam przez trzy godziny, mając nadzieję, że kogoś spotka.
– Jesteś moim wybawcą – uśmiechnęła się zakłopotana Sylwia.
Wiktor poczęstował ją ciastem swojej mamy i zaczęli rozmawiać. Podróż była długa, więc mieli czas na rozmowę o wielu sprawach. Dziewczyna bardzo mu się spodobała.
-Jesteś żonaty?- zapytała nagle.
– Nie, nie jestem. Niedawno poznałem dziewczynę, która wpadła mi w oko, ale jeszcze nie miałem okazji zaprosić ją na randkę.
Gdy dotarli do miasta, Wiktor poprosił swoją towarzyszkę podróży o numer telefonu.
– A co z Twoją dziewczyną? – zdziwiła się Sylwia.
– Mówiłem o Tobie, chciałbym, abyśmy się znowu spotkali.
Dwa lata później, wzięli ślub. Chłopak był wdzięczny losowi, że kiedyś na swojej drodze, spotkał tą cudowną kobietę.





