Błagałam moją córkę, by nie spieszyła się z małżeństwem i dzieckiem, ale ta nie była posłuszna i wkrótce zapłaciła za to cenę

Sto razy mówiłam jej, że powinna jeszcze trochę poczekać i zwolnić. Była taka młoda, dlaczego tak się spieszyła? Stało się, nie wytrzymała i wyszła za mąż. Ale dlaczego tak wcześnie mieć dzieci? Nie rozumiem tego! Jestem oburzona. Moja córka wyszła za mąż, gdy była studentką drugiego roku studiów. Z miłości, oczywiście. Ale ta decyzja była zdecydowanie nieprzemyślana i impulsywna. Bardzo kochała chłopaka i była gotowa na każde poświęcenie, aby być z nim. Błagałam ją, żeby się nie spieszyła i poznała go bliżej. Niech się umawiają, ale po co tak się spieszyć? Niczego im nie zabraniałam. Spędzała u niego niejedną noc. Rozumiałam, że jest dorosła i może decydować, gdzie chce spać. Ale to było na nic, bo im więcej pozwalałam, tym ona bardziej była w niego zapatrzona. Nie minęło parę miesięcy, a oni już biegli do urzędu stanu cywilnego, bo z jakiegoś powodu moja córka myślała, że to jej jedyna szansa na ślub. No głupia, bo jak inaczej powiedzieć…

Mam jeszcze jedną córkę, która niedługo skończy 15 lat. Widziała już wystarczająco dużo z życia swojej starszej siostry, więc nie planuje wychodzić za mąż w tak młodym wieku. Szkoda, że moja starsza córka nie jest tak mądra. Po tym ślubie wprowadziła się do starego jednopokojowego mieszkania, które mąż wynajmował za pieniądze swoich rodziców i stypendium.  Jego rodzice oczywiście też byli przeciwni małżeństwu w tak młodym wieku, jakżeby inaczej.

To nie ten wiek… On ciągle gra w swoje gry komputerowe, co to za mąż i ojciec? Owszem, pracował, ale nie zarabiał tyle, żeby zapewnić byt sobie i rodzinie. Po ślubie oboje z drugimi rodzicami prosiliśmy, by nie spieszyło im się do dzieci –  niech by się przyzwyczaili do życia rodzinnego.

Przecież to nie tylko dzielenie łóżka, ale też ciągłe problemy i obowiązki domowe. Ale oni oczywiście swoje, trzy miesiące później na świat przyszedł mały Kacper.

A teraz córka przybiegła do mnie z walizkami i mówi, że chce wziąć rozwód.

– Mamo, on nie zmywa po sobie naczyń, rzuca skarpetki po całym domu. Jestem taka zmęczona. Tylko ja cały czas siedzę z dzieckiem. On jest albo w pracy albo przed komputerem. Przez cały ten czas nawet nie zmienił dziecku pieluszki. Jak on może to robić?

Słuchałam ją, ale w myślach kiwałam głową, bo czego ona się spodziewała?

– Czy wyrzucił Cię z domu? – pytałam.

– Nie, sama postanowiłam go opuścić. Zamierzam zamieszkać z Tobą. Jeśli on nie chce się zmienić, to ja nie mogę z nim żyć!

I co mam zrobić, wyrzucić córkę? Oczywiście, że nie mogę. Ale czy nie lepiej było nas wtedy posłuchać?

Oceń artykuł
TwojaCena
Błagałam moją córkę, by nie spieszyła się z małżeństwem i dzieckiem, ale ta nie była posłuszna i wkrótce zapłaciła za to cenę